na dzień przed kolejnym rokiem zaczynam rozumieć,
że dopóki ja czegoś nie zmienię,
nie zmieni się chyba nic.

myślę, że jestem
najładniejszą nagrodą pocieszenia,
jaką kiedykolwiek poznałeś.

nie myślałeś wtedy o tym, nie myślałeś wtedy o mnie.

jeszcze przed chwilą też wcale o mnie nie myślałeś.

czasami chciałabym wiedzieć co jest w twojej głowie, ale boję się że mogłabym się rozczarować, że mogło się nic nie zmienić.

już wiem, że potrafisz mnie okłamać.

a co jeśli nic się nie zmieniło?

a co jeśli to nie nam było dane, jeśli powinieneś mnie nigdy nie spotkać, jeśli to ja jestem tą trzecią, która stoi na drodze do twojego szczęścia?

co jeśli to ja jestem ta zła, jeśli jestem egoistką, która próbuje cię utrzymać przy sobie, nie pozwalając ci na prawdziwe szczęście i tą wielką jedyną miłość?

co jeśli jestem dobra, ale niewystarczająco dobra?

co jeśli mógłbyś być szczęśliwszy beze mnie?

nie zasłużyłam sobie na to.

ani na to co najlepsze,

ani na to najgorsze.

jestem po środku, to czemu wszystko jest tak bardzo?

czym sobie na to zasłużyłam,

żeby było albo za dobrze albo tak bardzo źle?

że muszę być wszystkim albo niczym?

czemu znowu jestem niczym?

na co ja w ogóle czekam?

pewne rzeczy nigdy się chyba nie zmienią, muszę o tym pamiętać, zanim zacznie mi zależeć ciut bardziej niż troszkę.

 

dobrze, że wraca do mnie to co ważne.

dobrze, że znowu tu jesteś.

i nie wiem, czy mam teraz łapać się każdej wspólnej chwili

czy już zacząć uczyć się radzić sobie bez ciebie.

bo zaraz odejdziesz,

a wiem, że jak odejdziesz,

to już do mnie nie wrócisz.

coś się w ogóle zmieniło?

coś na pewno,
ale nie aż tak dużo mimo wszystko.
przecież znowu jestem tutaj.

czemu przestałam?

zabrakło niewiele,
wiele słów myślami już przelewałam,
ale…

tyle słów mi już uciekło, może nawet lepiej.
może nawet lepiej…

sama sobie to zrobiłam.

robię to za każdym razem.

muszę znaleźć to miejsce ten stan tutaj,
chyba nie mam innego wyjścia.

musicie przestać się liczyć,
muszę nauczyć się być szczęśliwa
bez was.

bo was nigdy tu nie będzie.

a ja jestem taka zmęczona byciem
nieszczęśliwą.

tak bardzo ostatni dzień.

czemu mnie tu nie ma?
przecież te myśli dalej tu są,
dalej siedzą w mojej głowie.
czemu przestałam pozwalać im wypływać?

chciałabym, żeby to był teraz czas zmian.
kiedy nie płaczę sama skulona na łóżku,
kiedy mimo, iż czuję się przeraźliwie
samotna i zmęczona,
i tak strasznie bezsilna,
chciałabym umieć znaleźć w sobie
taki upór, który pomoże mi zagryźć zęby,
wypłakać się po cichu
i pójść do przodu.

sama,
bo chyba na razie
nie mogę sobie pozwolić na to,
żeby kogoś potrzebować.
kogokolwiek.

nawet ciebie.

więc proszę,
koniec z narzekaniem na głos,
ze zwierzaniem się
i krzyczeniem o pomoc.

od teraz chcę radzić sobie sama.
muszę.

bo dopóki was potrzebuję,
cały czas upadam.

chcę zawalczyć
po to, by móc uwierzyć,
że ja też potrafię
coś zbudować
sama
od stóp do głów.
sama.

może tak będzie trochę lżej.

wystarczy twoje imię,
i dalej moje serce się zatrzymuje.
tylko imię.

wspominałam,
że czasem udaje mi się ciebie zobaczyć?
szkoda, że to nigdy nie byłeś ty.

chciałam, żebyś to był ty.

tak nagle was nie ma.

niektóre rzeczy tracą na znaczeniu,
kiedy w środku nocy
nie możesz oddychać
ze smutku,
z tęsknoty,
kiedy przeraża cię moc twojego własnego płaczu.

miałam nie mieć czasu
miałam być z wami
mieliście być obok cały czas
mieliśmy wszystko razem
tak jak nigdy dotąd.

to miał być nasz czas.

czemu znowu zostawiliście mnie samą?

czemu wszystko ci jedno,
czy jestem czy nie

jak dawno tu nie pisałam.

a tyle się przecież stało,
czemu przestałam pisać?
czemu nie daję sobie tej chwili?

a jednak wracam tu.
dochodzi 3.
a ja nie mogę zasnąć.
płaczę tak gwałtownie,
że nie mogę chwilami zebrać oddechu.

i piszę.

bo nie jest dobrze.

nagle cię tu nie ma,
a ja czuję się w tej chwili samotniej
niż przez ostatnich kilka tygodni.
bo nagle cię nie ma,
a przed chwilą jeszcze tu byłaś.

wszystko miało być tak bardzo inaczej.

przed oczami przelatują mi twarze
mnóstwo twarzy
tyle osób, które były, a których nie ma.

czuję się taka samotna

w tym obcym zimnym miejscu,
tak daleko od domu.
bezpiecznego domu.

nie dziwię się wam,
też bym nie chciała tu być.

ale chyba przestaję sobie radzić.
ze wszystkim naraz.

i nie wiem czego chcę.
to jest najgorsze.
bo nie wiem jak możesz sprawić.
żeby było lepiej.

w tej chwili nienawidzę tego pokoju.
tego miasta,
was.
nienawidzę każdej komórki mojego ciała.

tak mi źle bez ciebie.

powoli łapię oddech,
może za jakiś czas
wyschnie twarz,
uda się zasnąć.

tylko wcale nie jest lżej.

wcale nie jest dobrze w moim śnie.

muszę się nauczyć
być bez ciebie.

wasza miłość jest taka piękna.

tak mi teraz trudno wybrać w tej zagadce ciebie.
tak ci teraz trudno wybrać w tej zagadce siebie.

why do i even care?

you never even noticed.

jak dobrze że to słońce!

wdech, wydech.
zamknięte oczy
zmrużone ciepłem
pięknego, pięknego słońca.

wszystko będzie dobrze.

nawet jeśli cię tu nie ma,
i nie będzie.

wszyscy zapomnieliśmy.

zastanawiam się czasem
czy ciebie też niekiedy uderza to
jak daleko dziś od siebie jesteśmy.

budzić się w swoim łóżku
najlepiej.

już tyle czasu
cię nie widziałam
nie rozmawiałam.

tak daleko.

wherever you are, whatever you feel.

come on, just close your eyes now,
close your eyes and open your mind.

już się cieszę.

uciec jest najprzyjemniej,
chociaż na moment.

zaczynam się przyzwyczajać.

powoli,
ale to już zaczyna być to.

nie płaczę już siódmy dzień.
zaczyna być nieco lepiej.

przyzwyczajam się.
to jest to co mi zostaje,
to co zawsze robię.

kwestia przyzwyczajenia.

storm is coming to my town of strangers.

i let mr big go.

wierzę w karmę,
a jeszcze bardziej wierzę w ciebie.

chcę być blisko, wiesz?

nigdy mi na to nie pozwolisz.

tęsknię, tak strasznie.
każdego dnia, każdej jego minuty.

wróćmy, wróćmy.

zabolało.

znalazłam cię po to,
żeby się tak nie czuć.
a zabolało.

szkoda takiego dnia.

wolałam tego nie widzieć.

takie wieczory pomagają,
dźwigają mnie do góry.
który to już dzień czuję się lepiej,
tylko dzięki tobie?

możemy razem poudawać,
że jest pięknie?
przykryć razem wszystko warstwą białego śniegu?

proszę.

pamiętaj proszę, że jesteś niesamowity.

zrób to dla mnie.

czwartek bez sensu.

nie chcę tego nazywać,
a nuż zniknie?

ale przez krótką chwilę było dobrze,
w miejscu,
w k tórym tak nie chciałam być.

ładnie pachniesz, wiesz?

może i twoje imię kiedyś przestanie mnie ruszać.

póki co chcę dotrwać do jakiejś przystani.

jestem tu samotna.

jestem z wami,
ale jestem tu sama.

możemy proszę wrócić?
bo ja już nie mam siły
czuć się źe.

jest albo dobrze, albo źle.

tylko nie ma już na co czekać,
i lepiej już nie będzie.

wszyscy jesteście gdzie indziej.

a mi tak źle.

i miss you every single day.

dziękuję.

nie wiem co teraz będzie,
jak już nie ma na co czekać.

teraz będzie już chyba tylko źle.

a dziś było tak bardzo dobrze.

dziękuję D.

czwartek bez sensu.

chcę do domu.
chcę do mojego łóżka.
chcę włączyć wideo,
oglądać króla lwa
i wypłakać się za wszystkie czasy.

a nie mogę.

tak bardzo chciałabym nie wiedzieć.

tak bardzo wszystko bez sensu.

naiwniaczka.

illusion never changed into something real.

nie chcę o tym myśleć.

bo boli.
nie powinno, a jednak.

nie miałam szans, nigdy ich nie miałam.

z tobą to też nie mogło działać.

nie wszyscy muszą być szczęśliwi,
wiem to lepiej niż bym chciała.

smutno mi tu.

chciałabym tak strasznie cofnąć czas.

nothing’s fine, i’m torn.

to nigdy nie będę ja.

boli?
boli.

ale co mogę zrobić?

i’m not the one you’d ever fall for.
i’m not the one anyone would ever fall for.

za każdym razem.

klin na klina?
może lepiej nie.

there will be tears, i have no doubt.

you won’t be there.

boli, boli, boli.

ty nigdy nie chciałbyś dla mnie być.
godzę się z tym już od jakiegoś czasu.

kiedyś chyba muszę przestać płakać.

czwartki bez sensu?

bez sensu są wszystkie kolejne dni.

cykam się.

niby jest dobrze,
ale wcale nie jest.

wiesz, że sie boję,
ale udajesz,
że jak zamkniesz oczy
i ja przestanę mówić
to wszystko o czym myślimy
na głos,
to nie będzie czego się bać.

wierzysz w to?

to chyba nie ma prawa się udać,
lepiej niech miś zostanie w domu,
życie za trudne dla misia.

tak sie boję,
nie chcę się bać.

to nie byłeś ty.
a chciałam tego, niestety.

już za tobą tęsknię,
ale może lepiej
będzie mi odetchnąć.

z dala od ciebie
może w końcu nauczę się
od nowa
radzić sobie sama.

będzie cudownie.
musi być.

you don’t care.

klin na klina?

znowu zabolało.
jak mogłam na to pozwolić?

zabolało.
myśl, że nie ma mnie w twojej głowie
zabolała mnie.
nie powinna,
bo wiedziałam to przeciez wcześniej.
taka jestem głupia.

żaden z was nigdy nie będzie mój.
co z oczu to z serca,
ale co jeśli nie znikasz z zasięgu wzroku?

i’m not the girl boys fall in love with.

oh you stupid girl.

wszystko robię za bardzo.
może czas to zmienić.

może czas przestać wpuszczać wszystkich blisko
i zacząć trzymać wszystkich na odległość
wyciągniętego ramienia.

to jest ta pora,
żeby pogodzić się z tym,
że pewne rzeczy dzieją się tylko i wyłacznie
w mojej głowie.

i miss you everyday.

czwartek bez sensu.

nie możesz się śnić.
miałeś zniknąć.
co z oczu to z serca.
to skoro zdecydowałeś się zniknąć,
to zniknij w końcu,
proszę.

muszę to przestać,
biegać za wami.

może w końcu ktoś pobiegnie za mną,
chociaż na moment,
abym mogła odsapnąć.